| 16.03.2011 :: 13:18 |
...żadko tu zaglądam, bardziej pewnie z sentymentu...jednak wciąż jestem...żyję...popełniam błędy i na nowo się podnoszę...czasem mam wrażenie, że jestem marionetką ...mijają dni, miesiące, lata...zmienia się wszystko dookoła, tylko moja nadzieja wciąż się we mnie tli...kłopoty finasowe spiętrzyły się, ale kto ich teraz nie ma...po operacji wyniki zatrzymały się na jednym poziomie....choroba jest w fazie zawieszenia...lekarze czekają na kolejny atak...a ja wciąż mam nadzieję...dzieci rosną szybciej niż bym chciała...boję się czasu, gdy zaczną opuszczać dom...mam wrażenie, że wciąż za mało im ofiarowałam...Kocham je ponad wszystko...moje małżenstwo jest stabilne, silne po wielu latach prób...cieszymy się sobą i czasem, jaki jest nam dany...jestem szczęśliwa...a o szczęście w dzisiejszych czasach trudno... |
Komentuj (0) |
| 19.10.2010 :: 12:20 |
...niby nie minęło długo, a ja czuję jakby minęły wieki...nie narzekam...świat stał się bardziej przyjazny...pewnie to kwestia zmiany mojego spojrzenia na rzeczywistość...skończył się aspekt małej księżniczki, która na podstawie wyidealizowanego świata książkowego budowała swoją przyszłość...nie spotkałam królewicza na białym koniu, ale mam u boku mężczyznę z krwi i kości, któremu jak każdemu człowiekowi zdaża się popełniać błędy...jestem szczęśliwa...dzieci dorosły...mają swoje życie...i pomimo mojej codziennej walki z chorobą i kłopotami finansowymi twierdzę, iż moje decyzje w przeszłości były słuszne...liczę, że jeszcze wiele dobrego przed nami...pewnie nie raz sie potkniemy...ale to nic...zawsze odbijemy od dna by zacząć walkę na nowo...juz nigdy więcej się nie poddam, nie zwątpię...szkoda życia na zamartwianie się... |
Komentuj (0) |
| 07.04.2010 :: 21:31 |
...nadal istnieję...żyję na przekór moim wrogom...kocham i czuję się kochana....a czas płynie jakby nigdy nic....jestem szczęśliwa...dzieci rosną...firma się rozwija...dziękuję bogu za każdą chwilę... |
Komentuj (0) |
| 05.12.2009 :: 12:28 |
...od ostatniego wpisu minął cały rok...jutro kończę 36 lat...inaczej patrzę na świat...dojrzałam do pewnych decyzji...choroba rozwinęła się dając mi jednak inną perspektywę na dotyczasowe zwroty akcji...moje małżeństwo przeszło w okres stabilizacji...dzieci rosną, dając mi wiele nowych wrażeń i wyzwań...w pracy trzymam rękę na pulsie...stabilizacja finansowa...wręcz nudny ale jakże wyczekiwany przeze mnie czas... ... z okazji moich 36 urodzin życzę wszystkim wszystkiego najlepszego... |
Komentuj (0) |
| 06.12.2008 :: 21:39 |
...dziś skończyłam 35 lat... ...i jakoś mi nie tak...smutek i nostalgia mnie dopadła z nienacka...mąż ucałował mnie raniutko i jestem na siebie zła, że nie potrafiłam w pełni cieszyć się tym faktem...dzieci również mnie ucałowały...mam cudowne laurki...tylko grono moich przyjaciół, tych od serca....zupełnie o mnie zapomniało...i to boli ...jak cholera boli... |
Komentuj (1) |
| 31.10.2008 :: 11:48 |
...a czas płynie jakby nigdy nic...to dobrze...satysfakcjonuje mnie taki stan rzeczy...zasypiam i budzę się w ramionach ukochanego faceta i choć czasem doprowadza mnie do pasji to jednak nie potrafię przestać Go kochać...dzieci to drugi cudowny element mojego życia...rosną, z każdym dniem stają się dojrzalsze i aż strach bierze, gdy pomyślę, że niedługo odemnie odejdą....praca w erze, a szczególnie jej wyniki, pozwoliły mi uwierzyć w siebie, odnaleźć swoja wartość...chaos jaki towarzyszył przejęciu pomału zamienił się w poprawnie prosperujący interes...pomimo jeszcze wielkich zaległości finansowych, wierzycieli, komornika, zaczynam wierzyć, że moze nam się udać wyjść z tego...gdyby tylko stan mojego zdrowia pozwolił mi dokończyc to, co tak ciężko było mi stworzyć od grudnia... ...ale ogólnie....jestem szczęśliwa.... |
Komentuj (0) |
| 04.10.2008 :: 10:39 |
...witam...jak dawno nie zaglądałam na tę stronę...brakowało mi cichego przyjaciela...więc witaj mój pamiętniku... ...wiele czasu upłynęło, ale w spokoju,harmoni i w natłoku zwykłych codziennych rozterek...dzieci rosną zdrowo ku naszej uciesze...praca w erze zaczyna dawać mi satysfakcję, choć nie ukrywam, że nie raz już przez nią uroniłam łzę...nad moim zdrowiem czuwają lekarze specjaliści i w ich tęgich rozumach mój los...ot i tyle...czas ucieka...jestem szczęśliwa...i to chyba najważniejsze, że w wieku 35 lat odnalazłam to czego oczekiwałam.... ![]() |
Komentuj (0) |
| 23.07.2008 :: 17:53 |
...dzień za dniem przelatuje mi przez palce...zapytacie "zdrowie"...a dziękuję, jeszcze żyję...dzieci?...również w porządku, zdrowe, rosną jak na drożdzach...mąż?...no cóż, jak to w małżeństwie bywa: śmiech przez łzy,namiętność na przemian z cichymi dniami....czasem kompromis, czasem walka do krwi o własne racje...finanse?...i tu zamilknę z uwagi na nasuwające się wulgarne określenia mojej sytuacji... ...a nawiasem mówiąc, chyba nic się nie zmieniło oprócz tego, że przyjaciół wciąż mniej a wrogów przybywa...ostatnio pisałam o wielkich planach odnośnie diety...hmmm....wrogowie powiedzą, że mieli rację, nie mam silnej woli i nigdy jej nie miałam, więc jakby miało być inaczej jak nie kompletna klapa... ...boże, tak czytam sama siebie i dochodzę do wniosku, że jestem coraz bardziej gderliwa, marudna, pesymistycznie nastawiona do życia, jakbym miała ze 200lat a nie tylko 35.... ...kiedyś skwitowałabym to puentą:...PORZĄDNEGO SEXU CI BRAK KOCHANIUTKA...dziś tylko westchnę...pomarzę...i zamilknę... |
Komentuj (0) |
| 25.06.2008 :: 22:23 |
...dziś zrobiłam nowe wyniki...choroba panoszy się coraz bardziej...ale nie dam się...będę dalej walczyć...dzieci rosną jak na drożdżach....miedzy mną a Radkiem też jest dobrze...mam motywację by nie dać się wstrętnemu choróbsku... ...w pracy zaczynam się zadomawiać...nie da się jej porównać z pracą w szpitalu, ale niestety nie mam wyboru...siedzenie w domu i rozczulanie się nad sobą nie jest dla mnie dobrym rozwiązaniem... ...finansowo nie jest dobrze...czasem się zastanawiam co mogę jeszcze zrobić, by powstrzymać wierzycieli...ale i tak jesteśmy oboje z Radkiem wykończeni pracą ponad normę....a efektów jak na razie nie widać... ...moja dieta niestety udowadnia mi iż nie mam silnej woli na tyle by wytrwać dzielnie na posterunku...ale każdy dzien to wyzwanie i zobaczymy co będzie dalej......to na tyle z nowinkami z mego świata... |
Komentuj (0) |
| 09.06.2008 :: 22:21 |
...rzadko tu zaglądam co nie oznacza, iż nic się w moim życiu nie dzieje...tak naprawdę wciąż jestem w ruchu...praca, dekoracje , grania, no i ukochana rodzinka...mąż jest kochaniutki, szkraby rosną, jestem szczęśliwa...jutro czeka mnie wizyta u lekarza i troszkę się obawiam, ale co tam...musi być dobrze...buziaczki dla wszystkich... |
Komentuj (0) |
| 18.05.2008 :: 11:34 |
...15 maja wpadłam przypadkiem na stronkę odnośnie diet...oczywiście na początku dla zabawy zrobiłam analizę i po prostu mnie zamurowało....no i wpadłam w furię...od tego dnia zaczęła się moja walka o siebie z dawnych lat....trzymajcie kciuki.... ![]() |
Komentuj (1) |
| 04.05.2008 :: 22:54 |
ech jak dawno mnie tu nie było....życie toczy się za szybko....ale jestem szczęśliwa...i o dziwo nie boję się tego powiedzieć na głos...choć jeszcze niedawno bałam się o tym pomyślec...to nic, że jutro znów obudzę się w szarej rzeczywistości, gdzie dookoła sami wierzyciele i komornicy i jakaś wredna sąsiadka próbująca swego 'daru' wyprowadzania ludzi z równowagi... ...szkraby rosną, odzwierciedlając upływ czasu...choroba została w mojej psychice zepchnięta na drugi plan, tylko czasem fizycznie przypomina o sobie i wygrywa pojedyncze potyczki ... ...co do zaś drażliwego tematu mego związku...hmmmm....chyba nie wiem co powiedzieć....ogólnie jest i rozmowa i wspólne (prawie) decyzje i sex(naprawdę udany) ale jeszcze długa droga do pełni zaufania...choć już nie boję się wyjazdu do pewnych miast dla wtajemniczonych np. Szczecina)...Kocham nadal i chyba nawet z wzajemnością...ale o tym przekonam się tak naprawdę wtedy, gdy choroba wygra ze mną na dobre, a według prognoz to już niedługo nastapi...wtedy naprawdę dowiem się kim dla niego jestem... ...to tyle nowości... |
Komentuj (0) |
| 26.12.2007 :: 22:19 |
...dawno mnie tu nie było....to nie oznacza oczywiście, że zapomniałam o tym miejscu, jednak tak wiele się wydarzyło...po pierwsze to pomimo złej diagnozy dałam sobie czas do nowego roku oddechu od lekarzy, badań i rozmyślań...boli, ale nie dam się...po drugie mam swoja firmę i erę...narazie idzie tak sobie, ale są widoki na lepsze jutro.....po trzecie wczoraj odszedł mój ukochany wujek...był dla mnie bardzo ważną osobą...dodawał mi sił i pokazywał inne spojrzenie na świat...3 miesiące temu odeszła jego żona...nie ma ich wsród nas a ja nigdy nie zapomn ich ciepła i wsparcia...bardzo mi ich brakuje...szczególnie, że tak trudno o tak ciepłe osoby w moim otoczeniu.... ...w moim małżeństwie przechodzę okres stabilizacji i miłości...w styczniu mija 15-lecie...przetrwaliśmy...pomimo wszystko...Kocham go.... ...święta dały mi chwilkę oddechu...jutro znowu do pracy... ....a czas płynie jakby nigdy nic... |
Komentuj (0) |
| 04.10.2007 :: 15:01 |
...nowa diagnoza brzmi....GUZ PRZYSADKI MÓZGOWEJ...jakby mi tych dotychczasowych chorób było mało... |
Komentuj (1) |
| 02.10.2007 :: 13:11 |
...nie mam czasu...na nic....wciąż tylko pogoń za wszystkim....a niby jestem na zwolnieniu...ech....bezrobociu chorobowym czyli tzw świadczeniu rehabilitacyjnym...moze ucieknę od choroby???..jak sie dobrze postaram......brrr....zmykam...bo znowu dzwoni telefon.... |
Komentuj (1) |

